Fotografia
Navigacja  
  Menu
  Linki
  Księga gości
  O mnie
  Rysunki
  Teksty
  Czat
  Kontakt
  Galeria
Teksty
niczego nie pragnie
niczego nie chce
tonąca istota nie posiada marzeń
po brzytwę nie sięga
nie czeka ratunku
na niczym istocie nie zależy
opada, osiada na dnie
istota kryje się w głębiach
zamyka oczy
otwiera usta
woda napływa do płuc istoty
nadchodzi cisza
nadchodzi spokój
umiera istota istnienia 


Sol Invictus

rydwan wyruszył w swą najkrótszą drogę
zadać cios ciemności
jasność odrodzi się w ogniu

kołyska obruci się wybijając północ
nadchodzi twa godzina śmierci
czarny książe

oddaj berło i koronę dobiegła końca twoja era
gdy spoczniesz martwy w połowicznym grobie
wyjdziemy z cienia

prosto w słońce
znów zwycięzcy nie przegrani
jak co roku



uśpionym kamieniem
na dnie oceanu jestem
wzburzone fale
nie mogą zmącić mego snu

a życie mija

z każdym dniem
jest mnie mniej

a na lądzie kwiaty znów
zakwitły na wiosnę
przez ciszę przebija się
dzieci śmiech

do drzwi puka śmierć

na dnie oceanu śnię
nie przerwany, kamienny

sen
 



zszedłeś z obrazka
przechadzać się brudnymi ulicami
zrzuciłeś świętość i nałożyłeś katanę

codziennie chadzasz na bazar
by sprzedawać swoją twarz

czasem widuję cię
między kobiecymi piersiami

z papierosem w ustach

nie pod każdym kamieniem
nie w każdym drzewie
źdźble trawy
kościele

w dyskotece
w barze
w rynsztoku
hipermarkecie

widzę cię









At night...
rytmicznie kołysze biodrami
w erotycznym tańcu z księżycem
całkiem sama
dotykam swego ciała

szaleństwo dodaje sił
dziś płonę z pożądania
całkiem sama
upadam

żywy ogień mnie pali
jestem opętana
z księżycem w pościeli
jestem dziś w nocy sama

znam ten smak
dziś gwałcę cię
i ciebie zdradzam
jestem dziś sama



różowy poranek w świeżości skąpany
nieulękła rosa promieniami słońca
bose stopy zanurzę w trawie
odpłynę z niebieskimi chmurami



.. i tak mój aniele upadłeś na dno piekieł, gdzie nie sięga mój wzrok
czasem tylko deszcz bębni o szybę, odbijając się echem w pustce
zabrakło mi sił by wierzyć, pozostało czekać tylko na śmierć
a kiedy zorientujesz się, jak wielki popełniłeś grzech, spójrz na Orion
bo mnie już nie będzie...




a ona ubrana w letnia sukienkę
stoi pośród nocy i srebrnych gwiazd
blask w jej oczach dawno już zgasił czas
na krawędzi życia i śmierci....stąpa
we włosach tańczy wiatr
w druga stronę zwraca twarz
do krawędzi gdzie kończy się jej świat...



Samobójstwo w trzech aktach.....

Akt I

Hallo, hallo.....
Słyszysz mnie? Wiem, ze mnie słyszysz. Nie zamykaj drzwi.
Nie ukrywaj się przede mną. Wiem, ze tam jesteś.
Wpuść mnie, nie uciekaj ode mnie. Przecież wiesz, że to niemożliwe.
Wiem, że siedzisz teraz w kącie. W tych swoich czterech obdartych ścianach.
Przecież oprócz mnie, nie masz nikogo.
Tylka ja...jedyna, na zawsze twoja. Jestem twoja matka, żoną i kochanka.
Twoim dzieckiem. Frankensteinem stworzonym twoimi rękoma.
Z ciał tych których kochałaś i nienawidziłaś. Pragnęłaś i gardziłaś.
Wszyscy już dawno odeszli. Nie płacz! Nienawidzę kiedy płaczesz.
Przecież i tak nikt nie słyszy. Dobrze wiesz, że tylko ja...że tylko mnie masz.
Wiec oto ja...stoję tu i czekam. Walę w drzwi twojego serca.
Zawsze...i na zawsze razem. Ty i ja.

.Twoja samotność.

Akt II

Jestem samotna. Tak....jestem.
Ludzie samotni są jak jesienne liście unoszone przez wiatr.
W końcu upadają na ziemie, zmęczone podniebnym tańcem.
Miliony...zmarszczonych, zniszczonych, pożółkłych liści.
Czasem na chwile ktoś przystanie i zachwycie się ich pięknem.
Lecz szybko zapomina i odchodzi.
Po co się martwic starym liściem.....na wiosnę zastąpią je nowe.
Wiesz....dziś spotkałam moja stara przyjaciółkę. Na imię jej Żyletka.
Wiesz....nie ta Żyleta, wiesz...co ja grała ta cycata blondyna.
Tylko Żyletkę Ostra....spotkałam ja na spacerze po półkach mojej komody.
Zapomniałam o niej. Lecz ona o mnie nie. Powiedziała mi dzisiaj, ze nigdy nie zapomni.
Przyglądała się mi....a ja jej. Siedziałyśmy tak na przeciwko siebie gapiąc się.
Jej ostrze lekko zardzewiałe, ale właściwie nie jestem pewna....
czy była to rdza czy resztki krwi.
Powiedziała mi, ze nigdy nie zapomni tego ogłuszającego dźwięku, krążącej w moich żyłach krwi.
Znasz ten szum? Kiedy przykładasz sobie muszelkę do ucha.
Poprosiła mnie bym chodź jeszcze jeden, jedyny ostatni raz,
pozwoliła jej spróbować słodyczy swojego ciała.
Zatopić ostrze w mojej miękkiej, cieplej skórze.
Zagłębić się w żyłach, poczuć na ostrzu słodycz krwi.
Zgodziłam się
Nie powstrzymałam się.
Wierze, że wybaczysz mi ten bałagan i moje zwłoki na zimnej posadzce w kuchni.
Przecież jestem tylko jesiennym liściem
Nikt nie będzie pamiętał.
I nie płacz, moja samotność nienawidzi gdy ktoś płacze.

Akt III

Nie boj się. Wzywałaś, wiec jestem.
Nie ma się czego bać...to jest tylko jak przejście przez drzwi, do innego pokoju.
Weź mnie za rękę, pora iść.
Krew już zastygła, serce nie bije, oczy zamknięte.
Nie żyjesz.
Pytasz kim jestem?
To ja...twoja Śmierć.





Pamiętasz....

kiedyś miałam taki wielki ogród
kwitły w nim marzenia
a gdzieś w cieniu pod drzewem
kiełkowała nadzieja
i mały skwerek dla kruchej wiary
tez miałam

i tyle słońca i cieple promienie
pamiętasz....

tak jasno rozświetlały mi twarz
gdy z uśmiechem z kieszeni
nasiona szczęście wyciągałam
drżącą dłonią
wkładałam ziarenka do ziemi

podlałam
czekałam
a ono rosło i kwitło
i wszystko

marzenia
szczęście
wiara
nadzieja

pamiętasz...


szalony taniec
na wąskich ścieżkach życia
z wiatrem za rękę
wiatr teraz sam
taki zimny hula
kwiaty jak chwasty

wyrwane
zdeptane
zabite

i tylko sucha ziemia
i słońce już mi nie przyświeca
w ciemności kuje z kamienia
nagrobki

pamiętasz...

kiedyś miałam taki wielki ogród
pozostał mi cmentarz
tam gdzie kwitły marzenia




Życia ostatni dzień
gdybym mogla wybrać
życia ostatni dzień
chciałabym przeżyć
jesienny ciepły poranek
z błękitem nieba
i wiatrem we włosach wplątanym

z butelka wina za pazucha kurtki
paczka papierosów w kieszeni
leżałabym na lace licząc źdźbła trawy
patrząc na spadające liście

każdy łyk za każdy dzień
a lat minęło dwadzieścia
i wcale nie byłoby mi zal
odejść w zapomnienie

i jeśli chwyciłbyś mnie za rękę
do końca dnia, do końca życia
do końca świata przez wieczność
bym jej nie puściła



teraz gdy ukryłam swój smutek
w świecie z przed milionów godzin
szkoda mi tracić czas na zbędne łzy

czasem tylko jedna jak dezerter
wymyka się spad mej straży
by upaść na ziemie i świadczyć o tym

że wciąż jestem człowiekiem




lier....

nienawidzę dostawać na śniadanie
talerza pełnego kłamstw
pustych słów rzucanych na wiatr

zbyt wiele razy....

na zawsze
na nigdy
na wieczność
samotność
jesteśmy skazani....

i nienawidzę gdy ustami
próbujesz spleść jakąś więź...

wystarczy mi nóż.....



Obiad


Wczoraj w nocy poszłam piechota do nieba. Stanęłam przed jaśniejącym obliczem Boga i rzekłam :
-Panie, nie jestem godna. Ale przyjdź do mnie jutro na obiad.
Nic nie odpowiedział, tylko skinął głową.
Następnego dnia w swoim mieszkaniu zrobiłam wielkie porządki, zastanawiając się co Bóg może jadać. Wyjęłam z zamrażarki kurczaka. Upiekłam go, ugotowałam ziemniaki, skoczyłam do sklepu po najlepsza butelkę wina, pozbywając się w ten sposób moich ostatnich oszczędności. Ale czego się nie robi dla tak znakomitego gościa. Przystroiłam stół w najładniejszy obrus, na środku postawiłam wazon kwiatów. Czekałam. Bóg nie zapukał do mych drzwi. Punktualnie w samo południe, jak to bywa na westernach, zmaterializował się w mym przedpokoju, przybierając formę schludnie ubranego, zadbanego starca. O gładkiej, wyrażającej inteligencję twarzy. Zaprosiłam go do stołu. Usiadł. Ręce złożył na kolanach. Ja kręciłam się po kuchni, dopracowując jak artysta swoje dzieło, kurczaka. Gdy obiad był gotów i podany, usiadłam naprzeciw Niego.
-Smacznego – powiedziałam. A On milczał i tylko przyglądał się mi uważnie.
Wiec siedzieliśmy tak dłuższa chwilę patrząc na siebie nawzajem.
-Panie nie jestem godna, ale powiedz tylko słowo.... –
I powiedział.
-Nie mogę jeść u ciebie obiadu. Kiedy ja zapraszam cię codziennie do mego domu i stołu, a ty wciąż mi odmawiasz. -
I jak nagle zmaterializował się, tak nagle znikł. A ja zostałam sama. Siedząc przy wielkim, pustym stole, wpatrując się w stygnącego kurczaka i wsłuchując w tykanie zegara.
Wybacz........



spójrz jak pięknie rozbijam się o kant nieba










Komentarze do tej strony:
Komentarz pochodzi od:27.12.2009, o 12:35 (UTC)
fotoartmedia
fotoartmedia
Offline

Mocna strona.!!!Fantastyczna
Pozdrawiam z Sandomierza



Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twój adres email:
Twoja wiadomość:

Dodatki  
 








Złap bachora i wrzuć go do gara ! Sasasa! :D

Forum dyskusyjne - fobicy.pl
 
Reklama  
   
Dzisiaj stronę odwiedziło już 2 odwiedzającytutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=